Rozdział 9.
- Nathan proszę nie... bardzo cię proszę nie rób mi tego. Wszystko zrobie tylko nie to.
- Ciekawa propozycja . Pewnie bym ją przyjął, ale wystarczająco wystarczy mi to co zrobię.
Zanim zdążyła zareagować wbiegłem do oceanu, tak że wody miałem po szyję. Zaczęła krzyczeć i mnie przezywać puściłem ją teraz.
★ Kathy ★
- Ty ludziu ! Ja jestem w sukience! Jesteś matołem. Jeszcze w czarnej sukience! NIE ciesz się tak, bo oberwiesz!- Głupek miał beke ze mnie- Ohh.Wracam.
Odwróciłam się w stronę plaży. Oj kurde ludzie się na nas patrzą. Nienawidze tego. Nathan chwycił mnie za przegłub i przyciągnął do siebie spowrotem.
- Nie wiem czy wiesz, ale znowu mnie obraziłaś. I musisz mi to jakos wynagrodzić.- powiedział pewny siebie.
- No nie - powiedzialam zirytowana. Wpadlam na świetny pomysł. Przybliżyłam się do niego i szybko ścięłam mu nogi przez co wpadl do wody cały się zanurzając. Gdy już się wynurzył spojrzał na mnie wkurzony.
- Zawsze bedziesz mi podkładać nogi- wyglądał tak słodziutko.
- Zawsze jak będzie trzeb- nie dał za wygraną i po chwili to ja byłam pod wodą.
- Dzięki wiesz ! TERAZ bedę chodzić z mokrym łbem!- przybliżył się do mnie i pocałował w usta.
- Może wcześnie, ale chwile z Tobą spędzone uśmiadomiły mi, że cos do Ciebie czuję. Może zostaniesz moją dziewczyną? - że co on mi powiedział?! Ja niemoge ja go nieogarniam.
- Coś czujesz, ale to nie znaczy, że odrazu musimy byc razem.- uniosłam brew.
- Ohh. Tak kocham Cię może to dziwne, ale jesteś inna niż wszystkie dziewczyny. Czas płynie teraz dłużej jak Cie nie ma przy mnie... to jak zostaniesz moją dziewczyna czy nie? - zapytał poważny.
- Hym nie wiem czy coś do Ciebie czuję, ale lubię spędzać z Tobą czas.Także ja Kathy odpowiadam : YES.Przytulił mnie mocno. Nie mogę uwierzyć, że mam chłopaka. Ale mam fajny humor, ale i tak mu nie wybaczę mu tego, że jestem w wodzie.
- No, a teraz mi powiedz co ja zrobię z mokrą sukienką i butami? HYM. Bo Cię ostrzegałam wczoraj,że nie wchodzimy do wody.
- Dam Ci moją koszulkę, a ja wrócę do domu bez koszulki. Pasi?
- I tak nie mam wyboru.- Westchnęłam- Dobra wracajmy, bo teraz ta sukienka jest mega obcisła.
- Mi się tam podoba - uśmiechnął się.- Nie myśl sobie za dużo, seks dopiero po ślubie .
- Co ?! Z kim ja jestem w związku- chwycil się za czoło.
- Ze mną. Wiesz jak coś to możesz zerwac i zostaniemy przyjaciółmi.- puściłam mu oczko.
- Nie zostaje przy tym poczekam.-powiedział i znowu wziął mnie na ręce zanosząc na jego koc.
Zjedliśmy potem jeszcze arbuza a potem poszłam się przebrać. Dobrze, że jego koszulka jest duża. Dobra dziwnie bede wyglądać w męskiej koszulce bez krótkich spodenek, ale nie mam wyboru. Wyszłam z toalety. Nathan spojrzał na mnie.
- Ładnie Ci w tej mojej koszulce
- Yhy a tobie ładnie bez niej- zaśmiałam się.- Dobra pora się zbierać.
- Szybko ten czas zleciał.- powiedzial smutno przybliżając się.
- No bardzo szybko, ale takie jest życie mija szybko.- staliśmy naprzeciwko siebie mają oparte swoje czoła.
- Zobaczymy się jutro?
- Może tak może nie- po chwili poczułam jego usta na moich.
- A teraz- zapytal odrywając się odemnie.
- No nie jestem pewna- bawiłam się, znowu mnie pocalował o to mi chodziło.
-A teraz?
- No dobra, ale tym razem Ty podjeżdżasz do mnie pod dom. Daj telefon to ci zapiszę adres.- szybko wklikałam- a co bedziemy jutro robic to sam zobaczysz.- haha mam plan i to doskonały.
- Już się boję , no to do jutra..- przytulił się do mnie i pocałowal w czoło-.. kochanie.
- Do jutra bój boyfriend'zie.
Ruszyłam w stronę przystanku w jego bluzie. Ale się dziwnie czuje. Mam humor jakbym piła, do tego ubrana jestem jak bezdomna i o bosh mam chyba zakochanego chłopaka. Dziwne conajmniej . Muszę byc ostrożna nie wierze mu, że mnie kocha , mnie? Grubą? Brzydką? I głupią? Chyba to jakaś bajka. Aha no i jutro znowu widze sie z ksieciem. CZAD. Dosłownie wleciałam do domu. Troszke zgłodniałam wiec zabrałam z lodówki nutelle i do tego mieciutki chlebuś. Posmarowałam grubo 2 kromki, bo uwielbiam nutelle... ale wsumie to kto jej nie kocha ?! Ktoś położył przedemną torby z zakupami. Powoli podniosłam wzrok, ciocia przyglądała mi sie intensywnie.
- Złamane masz serce że jesz normalnie kilogramami,moją, nutelle ?-zapytała ciocia ostrożnie.
- Nie ciociu. Nie złamane tylko wypełnione raczej. Od dzisiaj mam już chłopaka także chyba to dobra wiadomośc nie ?
- O M G ! Superowo! To jutro też sie bedziesz z nim widziec? -zapytała.
- Tak przychodzi do nas. - ciocia sie przestraszyła- Znaczy nie do nas tylko w nasze okolice na spacerek .
- Już sie przestraszyłam, że nie mam nic na wielki obiad przywitalny .
- Oj tam to i tak nie bylo by potrzebne. Dobra ja ide szybko spac, bo musze sie wyspac. Miłej nocy.
- Nawzajem słońce.
Poleciałam szybko do pokoju. Miałam świetny humor, ale niestety za te pare dni zdążyłam zrobic bałagan także musze posprzątać. Składam kolorowe koszulki i ukladam je w grupy. Tak samo robię ze spodniami i innymi rzeczami cosię ubiera. Moje spojrzenie przykuwa spódnica z przylepionymi ćwiekami w rzedach po bokach. Fajna. Zapomnialam, że wogule taką mam .Poskładałam reszte rzeczy i włożyłam do szafy, która została opróżniona na mój przyjazd. Jutro wybiorę w czym pójdę, bo nie mam już siły. Nie dociera do mnie, że mam chłopaka. Naprawde mam niską samoocenę. Ciekawe ile to przetrwa. Nie, że go nie lubię tylko no znamy sie pare dni i no to takie dziwne. Koniec myślenia, bo sie przegrzeję. Hahaha. Kiedy ja paliłam ostatni raz? Aha duuużo przed wyjazdem. Poszłam do walizki.. na spodzie jest taka niewidoczna kieszonka . To właśnie do niej schowałam moje szlugi- czyli nevady zielone. Hmm, a dlaczego ja zaczęłam palić i kiedy? W szóstej klasie... przyjaciółka mnie namówiła, ona chodziła wtedy do 3 gimnazjum już... sporo czasu temu.. teraz nie jest moją przyjaciółką. To nie była nawet przyjaźń..ale trudno nic sie nie odstanie. Palę i mi to nie przeszkadza, muszę się gdzieś przejść, żeby zapaliç, bo przy cioci tak głupio...Mój balkon jest dość nisko a zaraz obok jest drzewo dość wysokie więc nie bedzie problemów z zejściem. Ciocia i tak nie sprawdza co robię więc i tak mogę wyjść. Wzięłam jakąś bluzę cienką i nałożyłam na siebie. Do ręki telefon, papierosy i zapalniczka. Światło zostawilam zaśwoecone jakby co. Otworzyła drzwi na balkon i ofrazu je przymknęłam przerzuciłam jedną noge przez barierkę. Teraz druga noga i na drzewo. Jestem dość wysportowana więc spokojnie zeszłam na ziemię. Odeszłam drogą od domu żeby jakby co przez okno nie widzieli. No dobra tu mogę sie zatrzymać- pomyślałam . Zapaliłam papierosa i delektowałam się dymem. Parę pociągnięć i koniec jeden szlug z głowy. Wspaniały dzień. I dobrze zakończony weszłam do pokoju w taki sam sposób jak wyszłam.
- Gdzie byłaś? - usłyszałam karcący glos cioci.
- Y..nom..znaczy... Na dworze...- wystraszyłam sie ... pewnie i tak za chwile powiem jej po co wychodzilam..
- Paliłaś? Czuć na kilometr. Przyznaj sie.
- Tak paliłam...proszę nie mów nic mamie i tacie... pale bo lubię.
- Oj dziecko kochane. Szkoda że się w to wpakowałaś, nie powiem. Obiecuję.
- Dziękuję, że rozumiesz moje zachowanie. Wiem za co odpowiadam.
- To dobrze, że wiesz. Dobra idź spać do jutra.
- Dobranoc.
Poszlam do lazienki . Wzięłam krótki, zimny prysznic. Zmyłam z siebie makijaż po czym ubrałam się w piżamę. I odpłynełam.
