sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 5.

Obudziłam się rano, gdy przez okno wdarło się światło słoneczne. Była już 11 więc pora wstać. Związałam włosy w niedbałą kitkę i poszłam do kuchni skąd było czuć zapach  gotujących się kiełbasek. Może to brzmi jakby to mówiło dziecko, ale lubię jeść cienkie  kiełbaski.
- Cześć ciociu - rzuciłam przez ramię- jak tam w pracy?
- O hej, lovelasie, co robiłaś wczoraj, że tak szybko spać poszłaś? - zapytała ciocia z chytrym uśmieszkiem na twarzy. Mam do niej zaufanie także jej powiem.
- Pojechałam na plażę tak jak mi wczoraj tłumaczyłaś. Gdy już byłam na miejscu to rozłożyłam swoje rzeczy na ręczniku i poszlam popływać w morzu. Gdy wróciłam zobaczyłam, że jakis facet mi wziął recznik z rzeczami więc zaczęłam go gonić. Potem go złapałam i poszliśmy na kawe i mi wyjaśnił, że sie założył z kolegą, że w taki sposób znajdzie swoją prawdziwą miłość. Pomogłam mu wygrać zakład i dzisiaj będę się z nim znowu widzieć. Ta dam ! - powiedziałam , na końcu wyrzucając ręce do góry - zapomniałam dodać że okazało się, że to polak.
- Łał! - powiedziała ciocia z zachwytem.- no to idziesz na randkę .
- Nie ! Ide tylko tak sie z nim zobaczyć, nie mam zamiaru szukać sobie tutaj miłości !- powiedziałam szybko z piskiem.
- Jeszcze zobaczymy - ciocia posłała mi buziaka. - ja lecę do pracy miłego dnia. Będę późnym wieczorem.
- Papa .- odpowiedziałam.
To nie jest przecież randka ! dobra nieważne biorę się za to śniadanie i potem telewizja - oczywiście Hiszpańska. Mam niedużo czasu. Dochodzi już 12. 30, a żeby zdążyć to muszę wyjść z domu o 14. To zmiana planów, trzeba wybrać w co się ubiorę potem , szybko prysznic + make up i git.  Podeszłam do walizki z rzeczami. No i teraz największy problem. Co ubrać? Wygrzebałam mój zestaw ciuchów z flagą Amerykańską. Tak jestem maniakiem .


Okey teraz makijaż  uwielbiam podkreślać oczy na czarno. Weszłam do łazienki i tak: tusz, mascara, eyeliner, kredka i czarny cień do powiek + jasny pod oko.
Czerwona szminka no i chyba tyle. Patrze na czas- 13.50 . No to jabłko do ręki i na przystanek. Wzięłam czarna torebke ze ćwiekami, wkładając do niej telefon. Droga minęła szybko gdyż słuchałam muzyki. Ruszyłam w wyznaczone przezemnie miejsce. I z daleka już widziałam stojącego tam Nathana.Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się i ruszył w moją strone.
- Cześć- zaczęłam.
- Siema. Idziemy gdzieś? - zapytał podejrzanie rozbawiony. 
- Nie wiem mogę Ci zaufać? - zapytałam szczerze. 
- Myślę, że tak. Luzik, mój przyjaciel dzisiaj ma randkę także nie będzie patrzył.
- Ale to było śmieszne.- wystawiłam mu język.
Ruszyliśmy w stronę miasta. Dzisiaj było bardzo ciepło, ale nie do przesady.
Ludzie chodzili po ulicach roześmiani.Oprzytomniałam dopiero wtedy kiedy zobaczyłam przed jakim budynkiem stoimy. Nie zgadniecie. On mnie zabrał do galerii! Już ma u mnie plusa. 
- Dlaczego mnie tutaj zabrałeś? I skąd wiedziałeś, że lubię zakupy? - zapytałam robiąc głupią mine.
- Wczoraj miałaś na sobie najdroższe buty z H&M  więc pomyślałem, że  uwielbiasz zakupy.- powiedział podekscytowany.- ale  najpierw idziemy coś zjeść . - puścił mi oczko.
- Okey - powiedziałam ociągając się.
Poszliśmy do restauracji zwanej "El Bulli''. Usiedliśmy w stoliku dla dwóch osób. Nie znam Hiszpańskiego więc Nathan wybrał za mnie coś do zjedzenia.
- Dobra muszę najpierw dostać odpowiedzi na pytania. A potem ty mi możesz zadać pytania okej? - zdziwił się, ale pokiwał glową żebym zaczynała.
- Co ty, polak robisz w Hiszpani? Mieszkasz tu ? Jak masz na nazwisko? Masz rodzeństwo? - zaczerwieniłam się, bo zadałam więcej pytań niż myślałam.
- Jestem na wakacjach z przyjacielem. Trudno stwierdzić. Moje nazwisko to Brown. Mam brata i siostrę . - odpowiedział śmiejąc sie na końcu.
- Ale jak trudno stwierdzic czy tu mieszkasz? - nierozumiałam, a nie jestem blondynką.
- No bo jestem w Hiszpani tak często, że można stwierdzić, że mieszkam w dwóch krajach.
- A w Polsce gdzie masz dom? 
- W Krakowie. 
Na tym rozmowa się zakończyła gdyż przyszedł kelner. Byłam strasznie głodna więc szybko zjadłam i czekałam spokojnie aż zje mój kolega. Nie śpieszyło mu się. Po chwili pomiędzy górną, a dolną wargą została mu kropelka sosu. Szybko zbliżyłam się do niego i kciukiem starłam sos. Popatrzyłam mu się w oczy, on zrobił to samo. Szybko muszę cos zrobić.Odwróciłam wzrok i usiadłam na krześle mówiąc; 
- Przepraszam, ale to było automatycznie. - zaczerwieniłam się jak burak.
Nathan spojrzał na mnie z troską i uśmiechnął się tak, że mogłam zobaczyć jego bielutkie zęby .Czekałam dalej aż skończy jeść. Po niedługim 
czekaniu wyszliśmy z restauracji. 
- Wiesz co nie idźmy na zakupy..- zaczęłam niepewnie.Zrobił zdziwioną minę- chciałabym Cie bardziej poznać, a na zakupy możemy iść kiedy indziej.- co ja wogule gadam?! Idź ty sie walnij w tą głowe. Krzyczała podświadomość .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz